Podręczny organizer na pieluszki

Wymęczony. Kosztem połamanych igieł, resztkami sił i cierpliwości. Koszyczek na pieluszki, który pochłonął tyle mojego czasu i energii, że sądziłam, że po skończeniu nie będę mogła na niego patrzeć! Na szczęście wyszedł na tyle udany, że wybaczyłam mu nawet pokłute od ręcznego szycia palce. Ale nie wiem, z czego cieszę się bardziej – z efektu końcowego, czy też z faktu, że w ogóle udało mi się go skończyć:-)

Organizer uszyłam wedlug wzoru oraz, w większości, zgodnie z instrukcją koszyczka zaprojektowanego przez Annie Unrein.

Miało być łatwo, szybko i przyjemnie, z elementami nauki. Nie napiszę, że wyszło jak zwykle, ale cóż, łatwo nie było. Ani szybko. Kiedy kłułam sobie palce igłą, usiłując przebić się przez te wszystkie warstwy materiałów, ocieplin i usztywniaczy – nie było przyjemnie. No dobrze, ale przynajmniej tego i owego się nauczyłam. I w końcu mam coś podręcznego na pieluszki, ręczniczki, myjki i zapasowe otulacze!

Koszyczek wykonałam z bawełnianych tkanin, których użyłam już wcześniej do uszycia patchworkowej narzuty na łóżeczko oraz organizera do powieszenia na łóżeczku.

Podobnie jak we wcześniejszych projektach, było trochę pikowania, które, jak się okazuje, wciąż stanowi dla mnie spore wyzwanie. Coś jest nie tak, albo z moją techniką, albo z moją maszyną do szycia – na tym etapie doświadczenia jest mi jeszcze ciężko wskazać winowajcę. W każdym razie nie odpuszczam jeszcze z pikowaniem, będę walczyć dalej.

Z pikowanymi warstwami zaszalałam – w swoim projekcie autorka zaleca wykorzystanie usztywniacza niedostępnego w Polsce, użyłam więc tego, co miałam pod ręką – bawełnianej ociepliny w połączeniu z grubym, naprasowywanym sztywnikiem. Nie do końca jednak ta kombinacja okazała się udana. Co prawda organizer jest usztywniony, a efekt pikowania dobrze widoczny, ale grubość szwów okazała się zabójcza dla domowej maszyny. Momentami nie mieściły się pod stopką!!! Przyszyć lamówkę wzdłuż zewnętrznych szwów organizera mogłam tylko ręcznie. Tyle nauki naraz, że nie podejmowałam się już nauki szycia z naparstkiem, przez dwa tygodnie chodziłam z pokłutymi opuszkami palców.

Organizer ma bardzo dużo kieszonek – na zewnątrz jest ich w sumie siedem (dwie z przodu, trzy z tyłu i po jednej na każdym z krótszych boków), z czego jedna jest na suwak (przyda się na nożyczki do obcinania pazurków!).

DSC_4987DSC_4992

DSC_4989

Zrezygnowałam z pięciu kieszonek wewnętrznych wzdłuż dłuższych boków organizera z oryginalnego projektu, zamiast tego przyszyłam pojedyncze kieszonki na krótszych bokach. Zdecydowałam się również wszyć odrębną, nie pikowaną z całością, podszewkę z usztywnioną przegrodą, dzielącą komorę na dwie części. Ta decyzja pociągnęła za sobą bardzo dużo komplikacji i kombinowania, ale tak sobie wymyśliłam, i szczęśliwie, dopięłam swego.

DSC_5000

DSC_5005

Mam nadzieję, że kolejna rzecz, za którą się zabiorę, okaże się mniej pracochłonna!:-)

4 komentarze

  1. kociak_snajpera | 15th sierpień 16

    Wygląda na prawdę super. Profesjonalnie!

    • Na okrętkę | 17th sierpień 16

      Dzięki!:) A profesjonalnie to powinnam uszyć w jedno popołudnie;)

      • kociak_snajpera | 18th sierpień 16

        To nie kwestia umiejętności, tylko pociechy, która odciąga Cię od szycia 🙂

  2. Kasia | 27th lipiec 17

    Witam!
    Piękny ten organizer na pieluszki – czy można taki u Pani zamówić?
    Pozdrawiam

Skomentuj

Dodaj komentarz